MAŁOPOLSKA
Nieubłaganie zbliżał się ten dzień. Wiedziałem bowiem, że trafiając w szpony mojego obecnego właściciela, stanę się częścią jego świata. Aktywnego świata. Jak zatem ja – bezimienny okropny pluszak stworzony do pasywnej egzystencji – miałbym odnaleźć się w takiej rzeczywistości? Dominowała we mnie niepewność, rozrywało mnie wkurzenie, przenikał mnie bunt... Z drugiej jednak strony nie chciałem podzielić losu innych pluszaków, o których pamięta się tylko wtedy, gdy potrzebny jest jakiś partner do zabawy, worek treningowy, czy też paczka chusteczek higienicznych... Oczekiwałem czegoś więcej. Nie mam na myśli wpasowania się ten świat maszyn wykonujących niemal codziennie te same czynności dążących do zaspokojenia własnych instynktów przez ślepe brnięcie przed siebie. Byle szybciej, dalej, więcej. Ach ci ludzie! Ludzie, czy maszyny? Nawet jeszcze nie wiem jaka jest między nimi różnica... Ale chcę się tego dowiedzieć! Dlatego też ostatecznie dałem się porwać mojemu właścicielowi, a od teraz przewodnikowi, na wycieczkę po świecie tworów przyrody nieożywionej...
Zaczęło się fantastycznie, nie ma co – mgła, lekki deszcz. Miałem nadzieję, że przewodnik zmieni plany. Ale nie! Uparł się... Jeździ samochodem ze składanym dachem... Ej! Nie tak to miało wyglądać! Gdzie ten wiatr w futerku? Nie wspomniałem – ten samochód to w zasadzie mój dom, ponieważ w nim spędzam każdą chwilę... i chyba w Krakowie, ponieważ gdy wyjeżdżaliśmy, ujrzałem taką zieloną przekreśloną tablicę z napisem Kraków... Niedługo później wysiedliśmy i hurra! Przestało siąpić, więc przewodnik złożył dach.
Tyniec
Nie myśląc, wyskoczyłem z auta. Wiecie co? Dopiero teraz na zdjęciu zauważyłem, taką monumentalną budowlę w tle... Może kiedyś ją zobaczę z bliska?
Skała Okrążek
Do pierwszego tworu – Skały Okrążek – nie szliśmy długo; po drodze mijaliśmy taką białą stromą ścianę, w której wydawało mi się, że widziałem dziurę. A skała? Wielka, ale najbardziej urzekło mnie w niej bajorko utworzone u jej podnóża, gdzie dostrzegłem istotę taką samą jak ja! Ale się rozradowałem!
Piekary
Wracając, przypatrzyłem się bliżej tej mijanej wcześniej białej stromej ścianie. I rzeczywiście – była w niej dziura. Szybciutko czmychnąłem, ale przewodnik mnie złapał i powiedział, że zobaczę lepsze... Ostatecznie do niej nie weszliśmy, ale zaintrygował mnie ten świat – wielkie skały, istoty jak ja, dziury... Nie uwierzycie, ale chciałem jechać dalej!
Sowiarka
Następnym przystankiem był kamieniołom na Sowiarce. O ile się nie mylę, administracyjnie to gdzieś przy Jeziorzanach. Nie wydawał mi się jakiś wielki; tylko jedna ściana, jednak niezwykle przyjemna, z bardzo ładnym widokiem... gdyby nie mgła. W miejscowości udało mi się trochę pohasać.
Jeziorzany
Już wiem jak to jest stać na bramce i
Jeziorzany
co towarzyszy piłce wrzuconej do kosza. W zasadzie to takiej wsadzonej z wyskoku; to się chyba nawet nazywa "wsad".
Jeziorzany
Zobaczyłem też taką miejscową skałkę. Wprawdzie nie była ona olbrzymia jak ta wcześniejsza, a pod nią nie zamieszkiwały żadne pluszaki, to jednak miała swój urok...
Skałka pod Sosną
Dotarliśmy także do Tenczynka, gdzie znajduje się Skałka pod Sosną – niewielki twór z fikuśnym drzewem na "szczycie". Inna niż te wcześniejsze; dodatkowo przewodnik wspominał, że w jakiś tam sposób chroniona. Nie wiem jak, ponieważ ochroniarza nigdzie nie zauważyłem. Pomyślałem, że może funkcję taką pełnią przechodząca obok mama z dzieckiem. Ale nie, młokos tylko – patrząc w naszym kierunku – zawołał: "Mamo, ale potwór!". Nie wiem jednak, czy miał on na myśli mnie, czy też przewodnika... Mniejsza o to – rozchmurzyło się!
Diabelski Most
Śmignęliśmy więc dalej, przystając przy Diabelskim Moście i
Źródło św. Eliasza
Źródle św. Eliasza. Całkiem ładnie wygląda ta woda spadająca z progu, ale nie mniejsze wrażenie wywołała na mnie ta wypływająca bezpośrednio ze skał. Przypatrzyłem się jej z bliska z nadzieją na spotkanie jakiegoś stwora, jak to miało miejsce z rana. Stwora nie ujrzałem, a jedynie kogoś, kto robił mi zdjęcia. Tyle, że to była znajoma mi sylwetka... Byłbym zapomniał; całość otoczono kamienną obudową tworzącą kształt serca. Ale to piękne! W okolicy znajduje się także taki zegar słoneczny.
Dębnik
W okolicy znajduje się także taki zegar słoneczny. I jedno mnie dziwi w tym świecie maszyn i ludzi: jak można mieć zegarek i nie mieć czasu?
Ja to jednak mam szczęście! Trafiłem pod odpowiednie skrzydła, ponieważ przewodnik okazał się słowny...
Galman
W Galmanie weszliśmy pod ziemię. Do sztolni. Była dość krótka i sprawiała wrażenie niestabilnej. Potwierdziło się to, gdy przewodnik walnął łbem o strop, tak że aż odpadła jego część... Kasku nie miał, jednak na szczęście nic mu się nie stało. Rzeczywiście zbyt bezpiecznie to tu nie jest... Prędziutko zatem udaliśmy się dalej.
Płoki
Trafiliśmy do Płoków - do ruin miejscowej huty. Podobnie jak odwiedzana przed momentem sztolnia, twór ten też nie wyglądał zbyt stabilnie i sprawiał wrażenie takiego, który zaraz przestanie istnieć. Tym bardziej więc się cieszę, że zobaczyłem obydwa te obiekty.
Płoki
Wisienką na torcie był fantastyczny widok na dymiące kominy. Najładniejszy z tych, które pamiętam. Choć z drugiej strony dziwię się, że maszyny i ludzie tak zanieczyszczają swoje środowisko... Nie dbają o miejsce, gdzie są gośćmi. Gospodarz w końcu najzwyczajniej nie wydoli po tylu wciąż zadawanych mu ranach...
Wracaliśmy po ciemku. Myślałem, że to już koniec wrażeń na dziś, aż tu nagle... zjazd. Coś przewodnikowi strzeliło do łba pewnie od tego uderzenia w sztolni.
Jaskinia Kryspinowska
Przejeżdżaliśmy obok Jaskini Kryspinowskiej. Czyli jakaś dziura. Racja; po co tam jechać za dnia. Przecież w nocy wygląda ona identycznie... Poprzednia nie była imponująca, a ta podobno należy do jednej z najdłuższych na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Wskazywał mi, gdzie się ciągną korytarze, jednak nie zdecydował się teraz na ich penetrację.
Ten dzień przyniósł więcej wrażeń niż wszystkie dotychczas przeżyte przeze mnie naraz wzięte. I bez wahania stwierdzam, że ten aktywny świat mojego właściciela jest cudowny. Mało tego; właściciel okazał się świetnym przewodnikiem po tej rzeczywistości. Chyba już wspomniałem, że wygrałem lepsze życie u jego boku. I wiecie co? Chcę tak odkrywać ten świat. Tyle w nim niewiadomych...
Kryspinów
Gdy ładował swój sprzęt do auta, wzięło mnie na przemyślenia. Siadłem na dachu auta i przy blasku księżyca rozważałem o maszynach, ludziach, zegarkach, czasie; tak naprawdę – o życiu...
Copyright 2019-2020 Fundacja Geotyda

Wszelkie prawa zastrzeżone
Pluszoda na Facebooku Fundacja Geotyda Patronite
Patronite